Eliza Rudnicka: Pozytywna energia prosto z opery
Droga Elizy do kariery śpiewaczki operowej
Eliza, co sprowadziło cię do Lipska?
Jestem tu już od prawie 14 lat. Stało się to zaraz po studiach, kiedy zdałam sobie sprawę, że chcę wyjechać z Polski za granicę. Wtedy poznałam kobietę, która zatrudniała śpiewaków chóralnych na festiwal „Schlossfestspiele” w Schwerinie. Dostałam miejsce w chórze i już w drodze tam wiedziałam, że kogoś tam spotkam. Tak też się stało: ten przeznaczeniowy mężczyzna pomógł mi wtedy zapuścić korzenie tutaj, w Niemczech. Dzięki niemu ukończyłam kurs języka niemieckiego dla obcokrajowców. Później udało mi się zdobyć pracę w chórze operowym w Lipsku. Złożyłam dokumenty, poszłam na przesłuchanie i już następnego dnia mogłam cieszyć się z „stanowiska stażowego”. Po pół roku stało się ono stanowiskiem w niepełnym wymiarze godzin, a po dwóch latach – pełnoetatowym. Wracając jednak do pytania: do Niemiec przyjechałam po prostu z czystej miłości.
Jak wygląda praca śpiewaczki operowej w czasach koronawirusa?
Od lutego znów pracujemy zdalnie. Niestety, obecnie nie mamy innego wyjścia. Pilnie przygotowujemy się do „Wagner 2022”. Korzystamy przy tym w domu z partytur i nagrań, które ułatwiają nam naukę. Teoretycznie mogłybyśmy spróbować też przez Zoom, ale to nie to samo, co na żywo. Przez Zoom prawdopodobnie słyszałabym tylko siebie, a nie koleżanki. Ale właśnie o to chodzi w śpiewaniu chóralnym: o wspólne śpiewanie i tworzenie spójności poprzez brzmienie. Ćwiczenie w domu jest inne – trzeba wykazać się dyscypliną i po prostu „włożyć w to dużo pracy”. Niezależnie od tego, czy śpiewasz Wagnera solo, czy w chórze, trzeba być w formie, żeby Wagnera wciągnąć w struny głosowe i nauczyć się wszystkiego na pamięć.
Jak w praktyce wygląda ćwiczenie?
To zależy od tego, jak szybko się uczysz. Niektórzy potrzebują tylko godziny, inni siedzą nad tym godzinami. Zaczyna się od rozgrzewki. Trzeba rozgrzać głos specjalnymi ćwiczeniami. Następnie siadasz do fortepianu i ćwiczysz – albo od początku do końca, albo tylko trudniejsze fragmenty. Ćwiczysz, aż brzmi to dobrze, a tempo jest odpowiednie. Można też ćwiczyć na kanapie, słuchając nagrania. Dla mnie mniej ważne jest, ile czasu zajmuje mi próba, a bardziej to, jak efektywnie pracuję. Praca w pojedynkę wymaga ogromnej koncentracji. Bardzo tęsknię za sceną. Muszę przyznać, że nie mogę się doczekać, aż znów będę mogła wrócić do pracy i grać z moimi przyjaciółmi. Bo nasza praca zespołowa przypomina czasem przedszkole (śmiech). To naprawdę bardzo zabawne.
Oprócz chóru operowego jesteś również członkinią nowo powstałego zespołu z Lipska Femmetasie.
Tak, to nowy projekt śpiewaczek chóru operowego i pianistki. W pierwszym roku było nas sześć, teraz próbujemy w pięcioosobowym składzie. Śpiewamy muzykę klasyczną, standardy jazzowe lub hity popowe podczas małych koncertów a cappella. Chcemy robić coś jeszcze poza naszą pracą w chórze. Kiedy jeszcze było to możliwe, organizowałyśmy koncerty. To sprawiało nam ogromną frajdę. Niedawno spotkałyśmy się online na Zoomie. To dało mi takiego kopa, że postanowiłam znów zacząć robić nagrania na mój profil na Instagramie i Facebooku.
Dokładnie, twój projekt na Instagramie: Opowiedz nam historię stojącą za „Antivirus ET” – historię o walce z koronawirusem za pomocą śpiewu, papierowej korony na głowie i rolki papieru toaletowego jako mikrofonu.
Muszę przyznać, że jako młoda dziewczyna byłam bardzo nieśmiała. Dzisiaj jestem tym, kim jestem. Przez lata krok po kroku pracowałam nad swoją pewnością siebie. Podczas pandemii (i w pewnym sensie również dzięki niej) postawiłam sobie wyzwanie: chciałam przez 21 kolejnych dni codziennie publikować krótki filmik na moim koncie na Instagramie. Niezależnie od tego, jak się tego dnia czuję lub w jakim jestem nastroju, po prostu będę śpiewać. Teraz otrzymuję pozytywne opinie. Mam nawet wielbiciela, który niedawno zapytał mnie, jak się mam i kiedy znów opublikuję nowe nagrania. A pod koniec ubiegłego roku otrzymałam cudowną wiadomość – pełną wdzięczności za to, co robię. Fani na mnie liczą! :-) Dlatego codziennie mam motywację do śpiewania – nie tylko muzyki klasycznej, bo tej mam w pracy pod dostatkiem. Cieszę się, że dzięki mojemu szaleństwu mogę wywołać uśmiech na czyjejś twarzy. W końcu chodzi przecież o pozytywną energię.
Bardzo dziękujemy za rozmowę i cieszymy się, że pokazałaś nam kawałek muzycznego świata Lipska.
Pięć pytań do Elizy Rudnickiej
Twoje Lipsk i dobra kawa?
U mnie zawsze są to krótkie trasy: zależy to od tego, gdzie akurat mieszkam – miejsce musi znajdować się po drodze. Jeśli rano i wieczorem mam próbę, a potem chcę jeszcze zdążyć na trening, piję kawę w drodze. Lubię wypić kawę w centrum miasta. Kawiarnie Pushkin, Imperii i – jeśli ktoś mnie zaprosi – nie odmówię też wizyty w FALCO (Jestem normalna, prawda? śmiech). Bardzo lubię Café Cantona – co prawda jest nieco na uboczu, ale ma swój klimat. Gdy tylko wejdziesz do kawiarni i zamkniesz za sobą drzwi, natychmiast przeniesiesz się do innego świata.
Twój Lipsk i rower?
Obecnie jestem dumną właścicielką roweru miejskiego, dzięki czemu mogę z niego praktycznie korzystać w mieście. Najdalej byłam z przyjaciółkami w Machern, a moja stała trasa prowadzi w kierunku Schladitzer Bucht. Tam odnajduję spokój. Kocham Lipsk właśnie dlatego, że w promieniu od trzech do ośmiu kilometrów można dotrzeć do wszystkich jezior i parków. Wszystko jest tak blisko i zgromadzone w jednym miejscu. Gdybym tylko mogła, objęłabym całe miasto ramionami.
A jak wygląda Twoja kultura w Lipsku?
Bardzo lubię chodzić na koncerty w Gewandhausoraz oglądać filmy w kinach Passage. Jednak ze względu na pracę trudno mi wieczorem gdzieś wyjść. Czasami po prostu nie mam już siły. I oczywiście uwielbiam chodzić na tańce z moimi przyjaciółkami, chociaż uważam, że robimy to zdecydowanie zbyt rzadko!
Twoje Lipsk i architektura?
Moim ulubionym miejscem jest Grimmaische Straße – te wszystkie zakamarki i pasaże. Lubię też Barfußgässchen. Ale zawsze, gdy tam jestem, jest tam strasznie wietrznie. ;-)
Kto jest obecnie twoją muzyczną supergwiazdą?
Moje muzyczne spektrum jest bardzo szerokie. Muzyka i teksty zawsze trafiają do mnie w odpowiednim momencie – od muzyki klasycznej po elektroniczną. Niedawno – boję się to w ogóle przyznać! – obejrzałam nową wersję serialu „Dynasty” – to świetny detoks dla duszy. „Dynasty” przywiodło mi na myśl piosenkę „You Can’t Hurry Love” Phila Collinsa, której teraz znowu słucham z wielką pasją. Mam bzika na punkcie seriali telewizyjnych. Wszystko, co jest dobre, oglądam od razu – nawet w języku angielskim, nad którym wciąż muszę popracować. Polecam również Gladys Knight. To, co obecnie dodaje mi energii: „Brand New” Bena Rectora. Jeśli chodzi o starszych artystów, to są to Melody Gardot, Eliane Elias oraz Nina Simone. Jestem tak wdzięczna, że muzyka pojawiła się w moim życiu. I za to, że otrzymałam ten talent od wszechświata. Mogę śpiewać, dzielić się swoim głosem z innymi, inspirować ludzi poprzez muzykę i teksty. Od niedawna sama czerpię inspirację z muzyki, by pisać wiersze. Dziwne, prawda? Dlatego wyobrażam sobie swoje życie
Dla mnie również Lipsk jest tym słynnym „Małym Paryżem”. Przyznaję, że to miasto jest wyjątkowe. Wielu młodych ludzi przyjeżdża tu na studia, wielu artystów trafia tutaj i odkrywa swoje własne miejsca. To miasto ma wspaniałą energię. To promienny „Mały Paryż”, który można objąć i w którym każdy znajdzie swoje miejsce, aby czuć się swobodnie, radośnie i jak w domu. Bo gdzie jest dom? Tam, gdzie ma się poczucie, że dotarło się do źródła!







