Przerywać, przeplatać, łączyć. Rozmowa z Magdaléną Šipką.
Pięć pytań do Magdalény Šipki.
Czas na nasze pięć standardowych pytań o Lipsk :)
Twój Lipsk i kawa?
Muszę przyznać, że na początku byłam tak zachwycona moim miejscem zakwaterowania, że prawie nie chciałam stamtąd wychodzić i po prostu cieszyłam się spokojem. Jednak kawiarnia, która bardzo mi się spodobała, to BROT & KEES nad jeziorem Cospudener See. Lokal ten odkryłem, gdy wracałem rowerem do domu. Najlepszą kawę wypiłem jednak na mostu Sachsenbrücke – byliśmy tam w niedzielne popołudnie, kiedy wszyscy po prostu relaksowali się i popijali kawę z wózka. Park też jest bardzo ładny.
Twoje Lipsk i rower?
W Lipsku mogłam korzystać z roweru i postanowiłam, że od razu kupię sobie rower z drugiej ręki, bo te używane rowery tutaj naprawdę mi się podobają. Odbyłem wiele wycieczek i mogłem przy tym świetnie się zastanowić – najlepsze pomysły przychodziły mi do głowy właśnie podczas przejażdżek rowerowych.
Twoje Lipsk i kultura?
Byłem świadkiem uroczystości Święta Światła 9 października upamiętniających Pokojową Rewolucję. Podobało mi się uroczyste przemówienie i ogólnie fakt, że politycy są tutaj obecni na takich wydarzeniach i przemawiają do ludzi.
Twoje Lipsk i architektura?
Pod względem architektonicznym zafascynowały mnie Höfe am Brühl – przypominają one UFO. Podoba mi się, że w planowaniu urbanistycznym miasta zwraca się uwagę na zwartość zabudowy. Chociaż jest to ogromne centrum handlowe, cały kompleks sprawia wrażenie spójnej całości. I to pomimo tego, że w bezpośrednim sąsiedztwie znajdują się zabytkowe budynki i występują różne style architektoniczne.
Jakie wrażenie wywarł na tobie Lipsk?
W sklepie z modą oferującym ubrania z bawełny pochodzącej ze sprawiedliwego handlu znalazłam ubrania, które niekoniecznie były przeznaczone dla szczupłych kobiet. Na ulicy zauważyłam, jak odważnie kobiety tutaj noszą swoje ubrania. W Czechach wielu kobietom, które nie wpisują się w społeczne normy piękna, trudniej jest prezentować się na ulicy z pewnością siebie – w Lipsku podobało mi się, że kobiety są odważne i pewne siebie. Czasami widać, jak różnie ludzie wyglądają – na przykład pan ubrany w kolory tęczy i niosący różowy koszyk. Albo ludzie ubrani całkowicie na czarno. Pewnego razu szłam do piekarni w spodniach od piżamy – w stylu „różowego Pumy” (śmiech) – i też było w porządku. Lipsk jest dla mnie synonimem różnorodności – czułam tu odrobinę luksusu, tolerancji i wielką otwartość.
Bardzo dziękuję za rozmowę!
Te małe osobowości są po prostu w porządku
Magdaléna, czy znałaś Lipsk, zanim tu przyjechałaś?
Jestem tu po raz pierwszy. Wcześniej spędziłam rok w Marburgu i miesiąc w Berlinie. O Lipsku słyszałam już kilkakrotnie, że jest tu fajnie.
Jak podobało ci się twoje zakwaterowanie w Lipsku?
Moje mieszkanie było super, miałam duży stół, przy którym mogłam pisać. W mieszkaniu był piękny taras, na którym latem można by świetnie grillować, ale dla mnie na zewnątrz było już za zimno.
Jak wyglądała twoja codzienna rutyna?
Starałam się nieco uporządkować swój dzień (w końcu jesteśmy w Niemczech, śmiech). Kupiłam sobie nawet mały notesik, w którym zapisywałam swoje plany na dany dzień. Czasami wybrałam się na wycieczkę, ale nie miałam typowej rutyny dnia. Piszę, kiedy mam na to ochotę, co zresztą zaczęło się już w pociągu w drodze do Lipska. Przyjechałam do Lipska z zamiarem napisania tutaj zupełnie nowej książki. Systematycznie sporządzałam notatki dotyczące postaci i wydarzeń: kiedy kto się urodził, co o nim/niej wiem. Poruszam tematy, które są mi bliskie, ale rzadko pojawiają się w literaturze, na przykład poliamoria.
Jaki był artystyczny cel twojego pobytu w Lipsku?
Celem rezydencji literackiej jest napisanie opowieści, której akcja rozgrywa się właśnie tutaj. Udało mi się zebrać tu mnóstwo wrażeń, które przekształciłam w opowieść. Planuję również napisać całą książkę – chcę poruszyć temat „kobiet w Kościele”. To mój własny temat – studiowałam teologię i działałam w feministycznej grupie aktywistek, która krytykowała Kościół. Byłam prześladowana z powodu tematyki queerowej. Bardzo chętnie przetworzyłabym to w powieści. Cieszę się, że mogę przenieść te tematy na moje postacie i nie muszę pisać z perspektywy pierwszej osoby.
Czy Lipsk cię zaskoczył?
Spacerowałam po mieście nocą lub bardzo wcześnie rano i obserwowałam przy tym zwykłych ludzi, którzy tu pracują – sprzątaczki, śmieciarzy. W Lipsku podoba mi się to, że kiedy spotykam tu takich ludzi, są po prostu w porządku.
Czy czytasz również współczesnych autorów i autorki z Niemiec?
Tak, interesują mnie na przykład książki o poliamorii, która w Czechach nie jest jeszcze zbyt powszechna. Na próbę założyłam nawet profil na internetowym portalu randkowym. Ludzie bardzo często określali się jako feministki, co bardzo mi się podobało. Wiele z nich twierdziło, że są otwarte zarówno na związki monogamiczne, jak i nie-monogamiczne – zdałam sobie sprawę, że w Czechach nie potrafię sobie tego wyobrazić. Chociaż sama jestem w stałym związku, pomyślałam, że chętnie poznałabym kogoś, kto skłania się ku związkom otwartym, bo przynajmniej moglibyśmy porozmawiać na te tematy. Ostatecznie jednak nikogo nie poznałam.








